Miasto liczy koszty reformy oświaty

Ponad 15 milionów złotych rocznie – tyle kosztują samorząd miasta zmiany w systemie oświaty. Związane jest to z likwidacją szkół gimnazjalnych i powrót 6-latków do przedszkoli. – Jesteśmy zobowiązani do przestrzegania prawa i to robimy. Niestety, mimo zapowiedzi ze strony rządu, sporą część wydatków musimy pokrywać z własnych środków bo to, co dostajemy z subwencji czy dotacji nie wystarcza  – mówi prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz. – Tymczasem wydatki związane z oświatą to blisko 40 proc. całego budżetu miasta.
Wszystkie wydatki ponoszone na oświatę to około 420 milionów złotych rocznie. Dodatkowo miasto musi znaleźć 15 mln zł. Wzrost tych wydatków jest spowodowany m.in. za sprawą „powrotu” sześciolatków do przedszkoli przy jednoczesnym zwolnieniu rodziców z opłat za opiekę. Skutkowało to dodatkowymi wydatkami w wysokości 12 mln zł. Kolejne niemal 3 mln zł miasto musiało dołożyć do likwidacji gimnazjów i ew. zmian w wykorzystaniu budynków. Chodzi tu np. o zakupy wyposażenia, prace budowlane, odprawy dla zwalnianych czy pomoce dydaktyczne.
Przedstawiciele ratusza podkreślali, że pieniędzy tych nie otrzymali z budżetu państwa, choć takie obietnice padały. – Napisaliśmy, do jeszcze wtedy urzędującego wicepremiera Mateusza Morawieckiego, pismo z pytaniem, gdzie są środki na te zadania, ale odpowiedzi nie było – mówi prezydent Grzymowicz. – Mieszkańcy muszą być świadomi, że to miasto musi pokryć koszty reformy, rezygnując np. z niektórych inwestycji.
mgres